IRJP: SZKOŁY OO. ZMARTWYCHWSTAŃCÓW DLA MŁODZIEŻY BUŁGARSKIEJ (1863-1913) AWANGARDA NOWOCZESNEJ EDUKACJI NA BAŁKANACH




BADANIA NAUKOWE NAD POLONIĄ I POLAKAMI ZA GRANICĄ





SZKOŁY OO. ZMARTWYCHWSTAŃCÓW DLA MŁODZIEŻY BUŁGARSKIEJ (1863-1913) AWANGARDA NOWOCZESNEJ EDUKACJI NA BAŁKANACH

Jednym z najbardziej spektakularnych osiągnięć Bułgarów pod zaborem tureckim było stworzenie szerokiej sieci szkolnictwa początkowego. „Rzadko - pisał w lipcu 1878 r. do cara, nie kryjąc zdumienia, książę Aleksander Dondukow - znajdzie się tu wieś, w której nie ma szkoły. Wszystkie noszą nazwę ludowych i są utrzymywane przez ludność, przejawiającą do oświaty żywe zainteresowanie”.

W istocie, przed wybuchem wojny rosyjsko-tureckiej Bułgarzy dysponowali półtora tysiącem szkół początkowych i kilkudziesięciu szkołami „klasowymi”, stanowiącymi drugi stopień szkolnictwa podstawowego. Ponadto istniały szkoły „główne”, czyli średnie (o 6 i 7 klasach) w Gabrowie i Płowdiwie oraz prywatna szkoła handlowa w Swisztowie. Jednakże za szybkim rozwojem szkolnictwa nie nadążał przyrost kadry nauczającej.


Dr ZBIGNIEW KLEJN

Dr ZBIGNIEW KLEJN - polski historyk i dziennikarz, specjalności: historia Bałkanów, historia Europy Środkowo-Wschodniej XIX w.


Mimo zniszczeń, jakim uległy budynki szkolne w czasie powstania 1876 r. oraz podczas samej wojny, a także mimo ubytku nauczycieli - uwięzionych, zmuszonych do emigracji, walczących w Opyłczeniu i masowo wstępujących do nowo tworzonej administracji państwowej - już wkrótce otwarto prawie wszystkie szkoły. Dotyczyło to zarówno Księstwa Bułgarskiego, jak i autonomicznej prowincji państwa osmańskiego - Rumelii Wschodniej, będącej w istocie samodzielną strukturą administracyjną jej bułgarskich w większości mieszkańców. Szczególnie intensywnie rozwijała się oświata w Rumelii Wschodniej. W roku szk. 1880/81 liczba szkół w tej prowincji wzrosła ponad trzykrotnie (do 866) w porównaniu z rokiem 1879/80. W Rumelii też dwukrotnie więcej dzieci niż w Księstwie realizowało obowiązek szkolny: w 1883 r. aż 64% dzieci zapisano w tej części Tracji do szkoły. Budynki szkolne stawiano tam w pierwszej kolejności, a ich wielkość i wyposażenie sprawiało wrażenie. „Tu głowa państwa zadowala się starym domostwem, a raczej ruiną - donosił ze zdumieniem Emil de Lavelye - a dwie wielkie budowle przeznaczono dla wykształcenia chłopców i dziewcząt. Człowiek mógłby pomyśleć, że jest w Stanach Zjednoczonych”. Chodziło o nowe budynki gimnazjalne w Płowdiwie.

W obu częściach Bułgarii obowiązywała odziedziczona z okresu zaborczego zasada bezpłatności oświaty, do której dodano teraz powszechny obowiązek szkolny. Z tym, że w Księstwie realizowała te pryncypia administracja rosyjska, dla której były one z gruntu obce. Starała się przenieść na grunt bułgarski system szkolny panujący w Rosji, w tym również metodykę i programy nauczania, podręczniki oraz pomoce naukowe. Tak np. zarówno szkoły realne, jak i gimnazja klasyczne miały rosyjskie programy, co prowadziło do ograniczenia wykładu historii i języka bułgarskiego (w niektórych klasach w ogóle nie przewidziano tych przedmiotów!). Koncepcja ta poniosła jednak dotkliwą porażkę: wielu nauczycieli nie stosowało się do narzuconych programów, posługując się nadal założeniami opracowanymi przez działaczy oświatowych w czasie zaboru tureckiego.

W Rumelii Wschodniej natomiast tamtejszy dyrektor oświaty, J. Grujew, zwrócił się do ambasadora Francji w Stambule z prośbą o nadesłanie ustaw, przepisów i regulaminów oraz programów szkolnych obowiązujących wtedy w tym kraju. Miały one posłużyć do budowy rumelijskiego systemu szkolnego. Dla porządku identyczną prośbę przesłano do ambasadora Rosji w Stambule. Grujew miał też podobno wystąpić o przysłanie francuskich nauczycieli. O efekcie nawiązanej w ten sposób współpracy z Francją można sądzić z wysokiego odznaczenia, jakie francuskie ministerstwo oświaty przyznało Grujewowi już 1881 r. Jednocześnie jego zastępca udał się do Czech (gdzie przedtem studiował), aby przywieźć stamtąd najświeższe dane o organizacji i programach tamtejszych szkół. Wśród wielu zachodnich nowinek wprowadzonych do systemu oświatowego Rumelii Wschodniej znalazły się m.in. zasady wychowania przedszkolnego (pierwsze przedszkole uruchomiono w Płowdiwie) oraz szkolnictwo wieczorowe i niedzielne.

W rezultacie w obu częściach Bułgarii szkolnictwo było kształtowane w zgoła odmienny sposób. W Księstwie tworzono szkoły rosyjskiego typu, z rosyjskimi podręcznikami. Stwierdzając to, R. Manafowa zarzuca swym kolegom-badaczom, że nie analizują węzłowych problemów, które wynikły ze wzmożonego wpływu Rosji na bułgarskie tradycje oświatowe i demokratyczne, na samodzielny rozwój duchowy Bułgarów. Zważywszy, że stwierdzenie to zostało opublikowane w 1986 r., można się tylko domyślać, że było to zakamuflowane, ale zrozumiałe dla czytelnika bułgarskiego odniesienie do szkód, jakie w tej dziedzinie przyniósł narodowi rosyjski dyktat. Z kolei w Rumelii Wschodniej, gdzie - według innej uczonej - twórczo konfrontowano cudze doświadczenia i osiągnięcia oświatowe z tradycjami okresu bułgarskiego Odrodzenia oraz z potrzebami i warunkami istniejącymi w tej krainie, nadano oświacie charakter demokratyczny i postępowy.

Zjednoczenie kraju i likwidacja wpływów rosyjskich w Bułgarii doprowadziły do ujednolicenia systemu oświatowego i szybkiego jego rozwoju, tym razem już tylko na wzorach zachodnioeuropejskich, choć już nie tak radykalnie, jak to czyniono w b. Rumelii Wschodnie.

Po wzory takie nie musiano zresztą sięgać daleko. Obok uczęszczanych przez młodych Bułgarów w czasie niewoli kolegiów francuskich i amerykańskiego w Stambule istniało wszak nadal tuż przy granicy z wyzwoloną w 1877 r. Bułgarią (ale już na terytorium tureckim) liceum w Adrianopolu, założone i prowadzone przez Polaków. Była to - do powstania szkoły wyższej w Sofii (1888) - najwyższa rangą i poziomem instytucja oświatowa na ziemiach zamieszkałych zwarcie przez Bułgarów. Z murów tej szkoły o charakterze uczelni półwyższej. wywodzi się istotna część politycznych i intelektualnych działaczy bułgarskich nadających ton swemu krajowi w pierwszym półwieczu jego niepodległości. W rzeczywistości zresztą nie była to jedna szkoła, lecz cały ich kompleks, utrzymywany przez Zgromadzenie Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Zgromadzenie to było zakonem założonym w Paryżu przez grupkę młodych uczestników powstania listopadowego, którzy po jego upadku emigrowali do Francji.

Zmartwychwstańcy bardzo wcześnie zwrócili uwagę na pracę wśród Słowian wschodnich, pragnąc pozyskać ich do unii kościelnej. Zgodnie z koncepcją o. Hipolita Terleckiego, powstańca 1831 r., demokraty, towiańczy-ka i entuzjasty unii, który koncepcje swe prezentował Hotelowi Lambert w 1847 r., misji takiej podjąć się powinni księża unici, nie różniący się strojem ani obrzędem od duchowieństwa prawosławnego. Od początku też Zgromadzenie to kładło nacisk na prowadzenie szkół i nauczanie zawodu oraz na działalność wydawniczą, bazującą na własnym zakładzie poligraficznym.

Misję w Adrianopolu zorganizował na początku 1863 r. o. Ignacy Kaczanowski razem z klerykiem rodem ze Śląska. Stało się to możliwe dzięki decyzji papieża Piusa IX, który zaaprobował koncepcję utworzenia w Turcji misji kształcącej duchowieństwo unickie.

Dlaczego wybrano Adrianopol? Wprawdzie obowiązywał nakaz papieski, aby misję taką umieścić poza Stambułem z jego namiętnymi walkami i sporami, a Adrianopol był drugim co do wielkości miastem imperium położonym już na terenie etnicznie słowiańskim, jednakże w grę wchodziły jeszcze inne czynniki. Katolicyzm miał tu stare tradycje, sięgające XV wieku, a pomysł założenia tam szkoły dla dzieci bułgarskich, której celem miało być „przygotowanie gruntu dla katolicyzmu”, był rozważany już w kontaktach Czartoryskiego z lazarystami w 1840 r. W początkach lat sześćdziesiątych istniały w Adrianopolu dwa kościoły skupiające ok. 300 wyznawców.

Unia grupowała głównie uboższą ludność bułgarską, niezadowoloną z nierespektowania jej praw przez składające się z Greków kierownictwo Cerkwi Prawosławnej, a także cierpiącą ucisk rodzimych bogaczy i dotkliwie odczuwającą podniesienie podatków oraz nadużycia towarzyszące ich zbieraniu (co już wcześniej stało się przyczyną powstania szerokiego ruchu na rzecz powołania niezależnego bułgarskiego Kościoła prawosławnego). Początkowo unia zyskała dużą popularność: w czerwcu 1861 r. na 3560 domów bułgarskich w Adrianopolu należało do unii aż 1500 rodzin. Podobnie masowe było przystępowanie Bułgarów do unii w 15 okolicznych miejscowościach.

Polityczne znaczenie tego sukcesu unii było dla współczesnych obserwatorów zupełnie oczywiste. „Pozyskanie Bułgarów, szczególnie w Adrianopolu - raportował tamtejszy konsul rosyjski, N. O. Stupin, mając na myśli utworzenie odrębnej bułgarskiej hierarchii prawosławnej, ale to samo mogło dotyczyć bułgarskiej cerkwi unickiej - oznaczałoby uznanie prawa całej Bułgarii do odrębnej, samodzielnej narodowości słowiańskiej”. W Wielkopolsce zaś, gdzie rozpoczęła się kampania na rzecz zbiórki darów dla „nawrócenia Bułgarów” (m.in. poprzez specjalnie powołane w tym celu żeńskie Bractwo św. Józefata, które obok zbiórki pieniężnej organizowało także szycie ubrań dla wychowanków szkoły adrianopolskiej), zdawano sobie sprawę z antyrosyjskiego ostrza tej akcji. „Powiadają niektórzy - pisał ostrożnie „Tygodnik Katolicki” w 1862 r. - iż ten ruch bułgarski ma tylko formę religijną, w istocie zaś jest całkiem polityczny, że celem jego obecnym zrzucić jarzmo Greków, przyszłym - uniknąć jarzma moskiewskiego”. Do takiej więc akcji sprawą niebagatelną było zyskanie przychylności miejscowych władz. Wiadomo zaś, że w latach sześćdziesiątych nie brak wśród nich było Polaków. Na przykład naczelnikiem policji wilajetu adrianopolskiego był Polak z Galicji, Teodorowicz.

Tak oto powstały szkoły polskie w Adrianopolu (a nawet także w bardziej oddalonych regionach), , które już wkrótce zaczęły realizować pozytywistyczny w istocie model dochodzenia do niepodległości Bułgarii - poprzez rozwój narodowej kultury i oświaty „Naszą dominującą tendencją - pisał następca Kaczanowskiego w roli szefa misji zmartwychwstańców w Adrianopolu, o. Tomasz Brzeska, w informacji dla premiera Węgier, hr. Andrassy z 24.12.1870 r. - jest podwyższenie liczby wychowanków bezpłatnej szkoły bułgarskiej, nie tylko aby wykształcić księży, ale także wielu nauczycieli i urzędników dla narodu bułgarskiego”.

Pierwsza szkoła zmartwychwstańców szybko zyskała popularność i do jej trzech klas zgłosiło się łącznie 40 uczniów (przeważnie Bułgarów, obok niewielkiej liczby Francuzów, Włochów, Niemców, Ormian i, oczywiście, Polaków). Młodzież bułgarską - stwierdza współczesna nam badaczka - przyciągała możliwość dostępu do kultury europejskiej, a także bogaty program nauczania, przede wszystkim zaś - nauka w języku ojczystym i kultywowanie obyczajów bułgarskich.

Ojcowie zmartwychwstańcy nie uzależniali bowiem przyjęcia do szkoły od wylegitymowania się przynależnością do unii. Przeciwnie - przygniatającą większość uczniów stanowili prawosławni. Stanowi to argument - pisze Anastazja Kokałanowa-Chudemczuk - przeciwko oskarżeniom kierowanym wobec zmartwychwstańców za „brak poszanowania obyczajów miejscowych”.

Już w roku szkolnym 1871-1872 szkoła liczyła 126 uczniów. Nauczano m.in. arytmetyki, algebry, geometrii, geografii, historii powszechnej, dziejów Bułgarii, przyrody, fizyki, języków: bułgarskiego, polskiego, tureckiego, włoskiego, niemieckiego, francuskiego, greki i łaciny. Nic tedy dziwnego, że już w roku 1874/75 szkoła zaczęła funkcjonować jako gimnazjum, którą to nazwę otrzymała oficjalnie pod koniec tego roku po wizytacji Waleriana Kalinki. Do wzrostu jej prestiżu przyczynił się także okres wojny rosyj-sko-tureckiej, zarówno dzięki uświadomieniu Bułgarom obecności znacznej liczby katolików w armii carskiej, jak i z powodu pomocy udzielanej przez misję mieszkańcom tego miasta w zmiennych kolejach wojny.

Największy rozkwit przeżywały szkoły tego Zgromadzenia około 1900 r., gromadząc jednorazowo ok. 450 dzieci. W skład kompleksu wchodziła szkoła elementarna o 4 oddziałach, gimnazjum klasyczne, seminarium oraz szkoła rzemieślnicza. W tej ostatniej grupowano młodzież mniej zdolną, ucząc tam poligrafii, introligatorstwa, gastronomii, szewstwa, krawiectwa, stolarki, weterynarii i rolnictwa z wydzielonym kursem uprawy winorośli. Ponadto, już nie dla Bułgarów, lecz dla dzieci greckich, tureckich, ormiańskich i żydowskich utworzono tzw. eksternat, tj. rodzaj szkoły 5-klasowej, w której jednak obowiązkowo nauczano języka bułgarskiego.

Oprócz tego zakon utrzymywał 2 szkoły elementarne (męską, mającą w pewnym okresie nawet 250 uczniów, i żeńską, prowadzoną przez ss. zmartwychwstanki z Galicji) i gimnazjum w Malko Tyrnowo, które istniały w latach 1885-1945. Ponadto Zgromadzenie to posiadało dwie szkoły - męską i żeńską - w Akbunar (1890-1903) i szkołę w Topuzlar (1890-1900). Rozważano także otwarcie zakładu w Płowdiwie, ale nie zdecydowano się na to ze względu na brak kadry pedagogicznej. Z tego samego też powodu część uczniów, których nie mogli pomieścić w swoich szkołach, ojcowie wysyłali do swych klasztorów we Lwowie i Krakowie. Młodzi Bułgarzy - według Wisłockiego - wracali stamtąd do ojczyzny „wykształceni, uświadomieni narodowo i dobrze dla nas usposobieni”.

Najważniejszym zakładem szkolnym było 7-klasowe gimnazjum, które po wojnach bałkańskich przekształciło się, idąc za wzorem świeżo zaprowadzonym w Bułgarii, w 8-klasowe. Mieściło się ono w budynku specjalnie zbudowanym w 1892 r. dla tego celu, trzykondygnacyjnym i podpiwniczonym, w którym znajdowały się klasy, pomieszczenia internatu, sala gimnastyczna i sala teatralna oraz gabinety: zoologiczny (jedyny w Turcji, o bardzo bogatych zbiorach, co zapewne zawdzięczał ofiarnej pracy Juliana Szumlańskiego, pedagoga i pierwszego preparatora zwierząt w Bułgarii), botaniczny, chemiczny, mineralogiczny. Sala biblioteczna dysponowała dużym księgozbiorem, zawierającym m.in. prawie wszystkie bułgarskie książki i czasopisma z XIX w.

Dostęp do tej szkoły nie zależał od statusu materialnego rodziców. Tak np. w 1895 r. z ogólnej liczby uczniów zakwaterowanych w internacie tylko troje opłacało całkowite czesne, 30 - połowę jego wysokości, 24 - płaciło tylko za odzież, a 22 zwolnionych było od wszelkich opłat oraz otrzymywało od zakładu podręczniki szkolne. „Bułgarów prawie wszystkich - twierdził ks. Smolikowski - przyjmowano bez żadnej opłaty, jako biednych i z chłopskiego pochodzącego stanu”. Natomiast uczniowie innych narodowości, w tym i Polacy, „z wyższych klas będąc”, opłacali pełną stawkę, co jednak nie wystarczało na pokrycie kosztów utrzymania zakładu. „Żyjemy z dnia na dzień ... zawsze w długach” - donosił wspomniany autor Listów o Wschodzie.

Dlatego też ogromnym ciosem dla tego kompleksu szkolnego był wielki pożar, który w 1905 r. obrócił w perzynę budynek główny i spowodował zahamowanie tak bujnie rozwijającego się zakładu. Odbudowy dokonano ze środków zebranych w Polsce oraz funduszu przeznaczonego na budowę gmachu kolegium w Starej Zagorze.

Ciężką stratą było też spopielenie drukarni. Drukowała ona w języku bułgarskim przygotowane przez wydawnictwo zmartwychwstańców książki religijne oraz literaturę młodzieżową, historyczną i pedagogiczną, a także podręczniki szkolne; w sumie zebrało się tego 45 tytułów. Na początku wieku drukowano też czasopisma uczniowskie: „Misył” (Myśl), „Uczeniska misy!” - miesięcznik, a także „Beseda” - czasopismo naukowo-literackie, ukazujące się w objętości 16 stron. Planowano nawet założenie własnej gazety. Przedmiotem dumy gimnazjum była też własna orkiestra prowadzona przez Polaka Michała Szafrana. O zdrowie uczniów dbali lekarze szkolni, przeważnie Polacy, dysponujący szpitalikiem oraz apteczką.

Wszystko to spoczywało na barkach kilkunastu osób duchownych i świeckich. Kierownictwo znajdowało się prawie zawsze w rękach Polaków, oni też stanowili zazwyczaj większość kadry nauczającej. Jedynie w 1893 r. na 14 członków misji było 6 Polaków, 4 Bułgarów i tyluż przybyszy z kilku krajów zachodnich. Już dwa lata później grono to powiększyło się o 10 Polaków i dwie osoby z Zachodu. Angażowano także nauczycieli świeckich - do tych specjalności, którymi nie dysponowali ojcowie i bracia zakonni, oraz pracowników obsługi szkoły, internatu, apteki i warsztatów.

Szkoły prowadzone były według programu szkół francuskich i w języku francuskim - z istotnymi jednak modyfikacjami. Oprócz nauczania wielkiej liczby języków kładziono nacisk na kaligrafię oraz rysunek, co ułatwiało podjęcie studiów technicznych. Szczególną uwagę przykładano do opanowania czystego, literackiego języka bułgarskiego, a nie było to proste, zwłaszcza na początku, kiedy ten język dopiero się formował z różnych narzeczy i nie miał wyraźnie określonych reguł. Radzono sobie w ten sposób, że brano uczniów z różnych części Bułgarii, „a każda z nich - pisał Smolikowski - zachowała pewną ilość zatraconych gdzie indziej słów, więc u nas wzajemnie brakujących wyrazów sobie pożyczają”. Tępiono też słowa zapożyczone z greckiego i tureckiego. Natomiast wszyscy, niezależnie od narodowości, musieli między sobą mówić po bułgarsku. „Z zasady - podkreśla Smolikowski -raz, że zakład był bułgarski, a po wtóre, że najmniejsza różnica, wprowadzona między dziećmi, burzy stosunek rodzinny, który w zakładzie wychowawczym panować powinien.

Wymagania były wysokie, a egzaminy w wyższych klasach obejmowały nawet 20 przedmiotów, w tym historię Bułgarii, przedmioty matematyczne i 7 języków. Na zakończenie roku odbywał się, zgodnie z tradycją bułgarską, popis uczniów, na którym wykonywano m.in. pieśni francuskie, włoskie i łacińskie, deklamacje po bułgarsku, francusku, niemiecku i włosku, wystawiano komedie po bułgarsku, turecku i niemiecku oraz dialogi greckie. W późniejszych latach zakończenie roku odbywało się na dziedzińcu szkolnym, a popis ograniczał się do deklamacji po bułgarsku, turecku, francusku i niemiecku oraz do występów chóru przy akompaniamencie szkolnej orkiestry pod batutą M. Szafrana.

Również w czasie innych świąt występowano z programami artystycznymi, np. na dzień św. św. Cyryla i Metodego. Śpiewano wtedy pieśni patriotyczne i deklamowano nawet buntownicze - z tureckiego punktu widzenia - wiersze. „Ojcowie wychowawcy, polscy patrioci - pisze Kertew - nie przepuszczali żadnej okazji do podtrzymania i pobudzenia uczuć patriotycznych u swych wychowanków”. „W czasie przejazdu monarchy bułgarskiego w 1896 r. witały go na dworcu starsze klasy gimnazjum, poczem uczniowie manifestacyjnie przemaszerowali przez miasto śpiewając do taktu orkiestry hymn narodowy sąsiedniego, jak by nie było, państwa «Szumi Marica»”. W gimnazjum tym - pisali do premiera Bułgarii bracia Iwan i Christo Antonowowie - „byliśmy wychowywani w duchu narodowym, nawet do fanatyzmu”.

Pomijając tę przesadną i chyba nie mającą uzasadnienia w rzeczywistości ocenę, metody wychowawcze stosowane przez zmartwychwstańców były nie tylko nowoczesne, ale nawet wyprzedzały swoją epokę. Rozwijano samorząd uczniowski, tępiono donosicielstwo, do „skrytych środków doglądania, do podchwytywania, łapania, nachodzenia niespodziewanego” ojcowie czuli „wstręt nieprzezwyciężony”. A mimo to, a raczej - właśnie dlatego w zakładzie panowała wzorowa dyscyplina. Czasami, jak na nasz gust, może zbyt daleko idąca. Oto np. gra w szachy i domino dozwolona była tylko w czasie ferii świątecznych (oraz w szpitalu, gdzie traktowana była jako forma terapii). Natomiast popierano gimnastykę, nie tylko w wyposażonej w różne przyrządy specjalnej sali, ale również jako zabawę i formę rekreacji. Nie pozwalano też spać w bieliźnie flanelowej, nawet zimą, chociaż w sypialniach palono tylko w soboty, kiedy to zmieniano bieliznę.

Przeciętna liczba uczniów gimnazjum wahała się około stu. Przed samą wojną bałkańską, po odbudowie budynku głównego z pożaru, liczba ta zaczęła szybko rosnąć: w roku szk. 1909/10 uczęszczało doń 136 uczniów stacjonarnych i prawie 60 dochodzących. Liczba maturzystów była natomiast skromniejsza, co częściowo można przypisać stawianym tu wymaganiom, ale także i wydarzeniom wojennym, które rozpraszały uczniów - w latach 1883-1912 świadectwo dojrzałości uzyskało tam 69 absolwentów. Niemniej była to liczba, którą nie mogła się pochwalić żadna szkoła bułgarska we Wschodniej Tracji.

Wysoki poziom nauczania w tym gimnazjum sprawiał, że władze bułgarskie kilkakrotnie uznawały go za pełną szkołę średnią, czy nawet - według Smolikowskiego. - w Bułgarii świadectwa tej szkoły miały „może większe znaczenie, co rządowe”. Jej absolwenci byli przyjmowani bez egzaminu wstępnego na uczelnie szwajcarskie, tureckie, austro-węgierskie (też i w Galicji) i francuskie.

Tradycyjnie też zmartwychwstańcy kierowali na swój koszt najzdolniejszych absolwentów - Bułgarów na studia wyższe w różnych krajach europejskich, tak jak przedtem czynił to już książę Adam Czartoryski (z rekomendacji m.in. M. Czajkowskiego) oraz W. Zamoyski. Już w 1870 r. T. Brzeska informował o takim zamiarze ojców. Po roku 1880 zaczęto wysyłać absolwentów m.in. do Austro-Węgier i Francji. W 1887 r. Smolikowski zaproponował nawet połączenie wschodniej Galicji i Bułgarii w jedną prowincję Zgromadzenia, co pozwoliłoby Bułgarom studiować we Lwowie, a unitom galicyjskim odbywać praktykę zakonną w Adrianopolu. Koncepcję tę zrealizowano w połowie: co najmniej 7 Bułgarów studiowało we Lwowie. Dodajmy tu, że już wcześniej do Lwowa kierowało swoich wychowanków bułgarskich także stambulskie kolegium francuskie w Bebeku.

Nic dziwnego, że uczniowie (nawet jeszcze nie absolwenci) tego gimnazjum cenieni byli wysoko. Po wyzwoleniu Bułgarii wielu uczniów klas wyższych, nie czekając matury, objęło poważne stanowiska w nowo powstających instytucjach, gdyż - jak pisze Kertew - potrzebny był każdy, kto znał język francuski, przede wszystkim w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, urzędach celnych, na poczcie i telegrafie. Młodzież ta zajęła też czołowe miejsca w hierarchii urzędniczej lub wojskowej Księstwa i Rumelii Wschodniej oraz w oświacie. Była to ogromna zmiana w stosunku do czasów zaboru, gdy absolwenci gimnazjum zmartwychwstańców mieli, jako Bułgarzy, zamkniętą drogę do kariery w urzędach tureckich i misja zmuszona była zajmować się także zapewnieniem im środków utrzymania po opuszczeniu zakładu.

Wśród tych uczniów Zgromadzenia, którzy zrobili dużą karierę, wymienić należy jednego premiera (w 1935 r.) - Andreja Toszewa, przewodniczącego parlamentu (1902-1903) - dra A. Chodikowa, ministrów: G. Dragnewa, czołowego działacza lewicy Bułgarskiego Ludowego Związku Chłopskiego (gospodarki komunalnej, 1945-1947) i Bogdana Morfowa (kolei, poczt i telegrafów, 1913), a prawdopodobnie też Antona Franghii (również w tym samym resorcie w latach 1912-1913, a przedtem - w 1911 r. - ministra budowli publicznych, dróg i łączności, absolwenta Politechniki Lwowskiej), dyrektora (ministra) spraw wewnętrznych Rumelii Wschodniej (1884-1885), późniejszego dyrektora gimnazjów bułgarskich w Salonikach i Warnie - Naczo Naczowa oraz szefa bułgarskiej służby zdrowia (1918-1934) i prezydenta Płowdiwu -Iwana Kesjakowa. Ponadto: innego prezydenta Płowdiwu - Miłosza Danowa, długoletniego wiceprezydenta Sofii - Iwana Deczewa, metropolitę prawosławnego Newrokopu - Makarego, rektora Akademii Medycznej - Dimityra Ha-dżigeorgijewa, przewodniczącego Najwyższej Rady Medycznej, twórcę i długoletniego dyrektora Instytutu Balneologii - Michaiła Iwanowa, generałów: Kiriła Botewa (wiceministra wojny), B. Bałabanowa, Aleksego Popowa oraz wielu innych wyższych oficerów, inżynierów, lekarzy i adwokatów. To właśnie ci wychowankowie gimnazjum zmartwychwstańców w Adrianopolu i polskich wyższych uczelni stanowili trzon utworzonego 15 grudnia 1918 r. w Sofii Towarzystwa Polsko-Bułgarskiego.

Dzięki temu gimnazjum Adrianopol stał się ważnym polskim ośrodkiem na ziemiach bułgarskich. Zmartwychwstańcy do końca czuli się Polakami i żywo uczestniczyli w sprawach narodowych, niejednokrotnie dając temu wyraz. „Pod szatą bułgarskiego popa - pisał na wiadomość o wybuchu powstania styczniowego o. Ignacy Kaczanowski, b. kapitan artylerii -jeszcze tli Polak, powstaniec z 1830 r.”, a ks. Stanisław Grycz, przełożony polskiego Collegium Bulgaricum oo. zmartwychwstańców (taką nazwę wtedy nosił ów kombinat szkolny), stał się w roku 1915 współpracownikiem terenowym Polskiego Biura Prasy w Sofii. W Adrianopolu kształciły się dzieci nieraz drugiego już pokolenia emigrantów polskich. Wokół tego gimnazjum, szczególnie przed wyzwoleniem Bułgarii, gromadzili się wychodźcy z 1848 r. i 1863 r. oraz b. żołnierze Sadyka paszy - Michała Czajkowskiego. Nie jest rzeczą przypadku, że całe późniejsze rody polonijne w Sofii miały w swych metrykach podane jako miejsce urodzenia właśnie Adrianopol (jak np. Markwartowie, Canellowie i inni). I nie jest tylko odruchem kurtuazji wyznanie ostatniego dyrektora likwidowanego właśnie (1929 r.) Kolegium Bułgarskiego w Adrianopolu, o. Adolfa Róznickiego, w liście do ministra finansów W. Mołłowa. „Co się tyczy nas, Polaków, wracających do wolnej Polski, to pragnę zapewnić, że nie przestaniemy kochać małej Bułgarii”.

Los tych szkół został przesądzony w czasie pierwszej wojny światowej. Turcy nie życzyli sobie tego zakładu, którego eksterytorialność na mocy dotychczasowego reżymu kapitulacji (szkoły zmartwychwstańców pozostawały pod ochroną francuską) nie musiała już być respektowana. Mimo że Bułgaria i Turcja były w czasie owej wojny sojusznikami, w tej sprawie władze tureckie były nieugięte i zdecydowanie odrzucały protesty Sofii. Może o ich stanowisku zadecydowało udzielenie przez zmartwychwstańców w czasie niedawnej wojny bałkańskiej schronienia części miejscowej inteligencji bułgarskiej, której groziło zesłanie przez Turków do więzień i kaźni Małej Azji. Władze tureckie skorzystały zatem z okazji wojny, aby uznać polsko-bułgarskie gimnazjum za mienie nieprzyjacielskie (francuskie) i bezzwłocznie zarekwirować drukarnię oraz wielką część wyposażenia szkoły i internatu. Po tej zaś wojnie, podobnie jak po 1878 r. i 1903 r., nastąpiła kolejna fala ucieczek i wysiedleń Bułgarów ze Wschodniej Tracji, w tym z okolic Adria-nopola, skąd - według źródeł bułgarskich - tylko po roku 1913 przeniosło się do Bułgarii 17 900 osób. Chociaż więc szkoły zmartwychwstańców rekrutowały uczniów ze wszystkich ziem bułgarskich, likwidacja bezpośredniego zaplecza etnicznego Adrianopola musiała się odbić ujemnie na losach tego kompleksu szkolnego.

Po długich staraniach Ankara uwarunkowała w 1928 r. zgodę na otwarcie kolegium wprowadzeniem tureckiego jako języka wykładowego, zatrudnieniem nauczycieli Turków i likwidacją nauczania religii. Doszły do tego wysokie podatki. Posesję zatem sprzedano i trzech ostatnich zmartwychwstańców wyjechało z Adrianopola. Natomiast w 1935 r. Zgromadzenie ponownie uruchomiło gimnazjum w pobliskim, ale już po bułgarskiej stronie granicy, Małko Tymowie. Po prześladowaniach z lat czterdziestych i pięćdziesiątych w Bułgarii pozostało jeszcze (w 1987 r.) tylko trzech księży zmartwychwstańców, o ile mi wiadomo, Bułgarów.

Jak oceniają rolę tego gimnazjum sami Bułgarzy? Okres, w którym wszystko, co się przeciwstawiało prawosławiu (a później Rosji), z reguły było potępiane, odchodzi w przeszłości. Oto opinie dwóch czołowych czasopism historycznych w Sofii. „Istoriczeski pregled” z 1987 r.: „Gimnazjum współdziałało w upowszechnianiu i umocnieniu języka bułgarskiego, w popularyzacji wszystkiego co bułgarskie, w podnoszeniu samopoczucia i prestiżu Bułgarów”. Dwa lata wcześniej „Wekowe” pisały: „Garstka polskich entuzjastów-misjonarzy utworzyła bułgarskie gimnazjum katolickie, którego znaczenie jako źródła propagandy patriotycznej znacznie przekroczyło zamiary jego twórców. Mimo sprzecznych ocen daje to podstawy do twierdzenia, że jego wkład (chociaż nie bezpośredni) do ewolucji ducha i poczucia narodowego Bułgarów nie podlega dyskusji”.

Również najnowsza encyklopedia bułgarska stwierdza w poświęconym temu gimnazjum osobnym haśle, że szkoła zmartwychwstańców przyczyniła się do podtrzymania świadomości narodowej ludności bułgarskiej we Wschodniej Tracji. Nawet oficjalna wielotomowa Historia Bułgarii, przygotowana w LRB przez Bułgarską Akademię Nauk, przyznała, że „w gimnazjum tym nie wywierano nacisku religijnego na uczniów bułgarskich i wielu jego wychowanków wzięło czynny udział w bułgarskim życiu publicznym nie uprawiając propagandy katolicyzmu”.

Także sama rola ówczesnego ruchu unijnego napotyka obecnie bardziej wyważoną ocenę. Kiedy proklamacja niezależnej bułgarskiej Cerkwi prawosławnej wywołała silne przeciwdziałanie wszystkich, poza Bułgarami, stron, unia - stwierdza Istoria na Byłgaria BAN - „była nie tylko efektem wpływów obcych, ale także taktyką Bułgarów w walce o kościół narodowy”. Specyficznie pozytywną rolę unii dostrzega także historyk bułgarski, badacz tych zagadnień, I. Todew: „Emisariusze propagandy katolickiej, wśród których przeważali polscy działacze emigracyjni, poważnie zaktywizowali Bułgarów na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku”.


THE SCHOOLS RUN BY THE RESURRECTION FATHERS FOR THE BULGARIAN YOUTH (1863-1913) THE AVANT-GARDE OF MODERN EDUCATION IN THE BALKANS

S u m m a r y

The paper is devoted to the school complex run by the Resurrection Fathers in Adrianopol (1863-1913), mostly by Poles and addressed at the Bulgarian youth. The complex was composed of elementary schools, craft school, seminary, and, above all, classical secondary school. The latter was for decades a most prominent and best organized institute in the Bulgarian territories. It educated a considerable part of the intellectual, political, military and economical elite, an elite that took the lead in the life of Bulgaria until mid-twentieth century.

The Bulgarian youth, admitted irrespective of their denomination, were not obliged to pay any fee. The lectures were conducted in French, but the staff made every effort to help them master the pure literary Bulgarian language. The educational methods, modern as for that time, aimed at forming people of a high sense of morals, nation and society.

Translated by Jan Klos


ŹRÓDŁO: STUDIA POLONIJNE

Czasopismo Studia Polonijne ukazuje się od 1976 r. Jest to rocznik naukowy o charakterze interdyscyplinarnym poświęcony szeroko rozumianej problematyce migracyjnej i poruszający kwestie związane z wychodźstwem polskim i Polakami przebywającymi za granicą. Wydawany przez Ośrodek Badań nad Polonią i Duszpasterstwem Polonijnym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II oraz Towarzystwo Naukowe KUL.

Ilustracja: Capranica Prenestina
Fot.: SANKTUARIUM MB ŁASKAWEJ

OD REDAKCJI PORTALU POLONII

Zgromadzenie Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa

Nie wiadomo dokładnie, kiedy się to wszystko zaczęło. Może wtedy, kiedy Bogdan Jański w Paryżu, początkujący wówczas „apostoł emigracji”, człowiek po wielu przejściach (mimo krótkiego życia), postanowił zerwać ze „starym” życiem i odkrywał powoli w sobie misję założenia zgromadzenia, które miałoby pomóc rodakom na emigracji i w Kraju w odrodzeniu moralnym? Ów zamiar konkretyzował się od połowy 1835 roku, a szczęśliwy swój koniec – po pokonaniu licznych trudności - osiągnął 17 II 1836 r., kiedy to Jański i jego kilku towarzyszy rozpoczęli życie wspólne, na kształt zgromadzenia, zamieszkując w jednej z paryskich kamienic. Modlili się wspólnie, czytali pobożne lektury, słuchali konferencji Brata Starszego, pomagali w czynny sposób zabiedzonym (także i duchowo) emigrantom.

Wśród popowstaniowej braci emigracyjnej byli swoistym fenomenem. Nie było to bowiem środowisko ani nazbyt pobożne, ani skore do duchowych wysiłków. Urok Jańskiego, jego wiara i konkretna miłość bliźniego sprawiły, że nowa wspólnota zdołała się utrzymać, mimo przeciwności ze strony nie tylko rodaków, ale i ambasady rosyjskiej.

Po burzliwym rozwoju i niemniej burzliwym upadku paryskich „Domków” (tak bowiem zwano te miejsca wspólnego mieszkania, przez które przewinęło się ponad 60 emigrantów), wysłaniu kilku braci na studia teologiczne do Rzymu i śmierci świątobliwego Założyciela (2 VII 1840 r.), pierwszych siedmiu Zmartwychwstańców w Niedzielę Wielkanocną, 27 III 1842 r. złożyło pierwsze śluby zakonne w katakumbach św. Sebastiana w Rzymie.

Przełożonym nowej wspólnoty został ks. Piotr Semenenko, główny autor zredagowanej nieco wcześniej Pierwszej Reguły, opartej na ideach Jańskiego i mozolnie przez Semenenkę „przepracowanych”, w duchu przede wszystkim benedyktyńskim.

Reguła ta akcentowała bezmiar Bożej miłości wobec grzesznika, jakim jest człowiek i chwałę Bożą, dla której to zgromadzenie powstało. Celem pośrednim zaś była pomoc Polakom (w Kraju i za granicą) w ich wewnętrznym odradzaniu się. Drogami do niego były: działalność pisarska, kaznodziejska i wychowawcza, wśród młodzieży.

Przez pierwsze ćwierćwiecze swego istnienia zgromadzenie krzepło powoli, nie powiększając zbytnio stanu swoich placówek (główne były dwie – Paryż i Rzym), ani także stanu personalnego (w latach 1842 – 1857 pierwsze śluby złożyło w nim 25 kleryków i braci, z czego tylko 14 dotrwało w nim do swojej śmierci), przechodząc za to pierwsze kryzysy. Najbardziej znanymi z pierwszych księży spod sztandaru Zmartwychwstałego byli: ks. Piotr Semenenko – filozof, ks. Hieronim Kajsiewicz – kaznodzieja i publicysta oraz ks. Aleksander Jełowicki – kaznodzieja i wydawca.

Pierwsi Zmartwychwstańcy prowadzili duszpasterstwo emigrantów, głosząc i drukując kazania, prowadząc apostolat religijnej książki, zbijając herezję Andrzeja Towiańskiego i pisując przeróżnej treści artykuły do prasy wielkopolskiej i galicyjskiej (co trwało z powodzeniem aż do czasów I wojny światowej), a także informując Stolicę Apostolską o faktycznym stanie prześladowań Kościoła na ziemiach polskich (zwłaszcza zaboru rosyjskiego).Przy tym wszystkim „rozglądali się” za jakimś miejscem tamże, by osiąść na stałe, co byłoby zgodne z myślą Jańskiego. Niestety, kilka prób czynionych w tym kierunku (m.in. wizyta Semenenki w Księstwie Poznańskim w 1842 r., pobyt Kajsiewicza w Krakowie w 1848/9 r.) nie przyniosło efektu.

I właśnie rok 1857 przyniósł nieoczekiwany zwrot sytuacji. Papież Pius XII przekazał Zmartwychwstańcom sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Mentorelli pod Rzymem, którego stróżami są do dzisiaj, a jednocześnie rozpoczęli pracę misyjną w stanie Ontario w Kanadzie, co stało się początkiem „wyjścia na świat” zgromadzenia. To właśnie w Kanadzie bracia E. i L. Funckenowie mogli – jako pierwsi – „wcielić” w życie parafialne myśli i idee Jańskiego, sprecyzowane w Regule przez ks. Semenenkę, pracując początkowo – wraz ze współbraćmi – w niewielkich, wiejskich szkołach i w misyjnych parafiach.

Sześć lat później (rok 1863) Zmartwychwstańcy otrzymali kolejną misję, która dała im szansę do pracy według wskazówek Założycieli: praca w Bułgarii, będącej pod panowaniem tureckim. Prowadzenie szkół z internatem dla dzieci wyznania grecko-katolickiego (z najwyżej notowanym kolegium w Adrianopolu), z czasem założenie seminarium dla kandydatów do kapłaństwa w tym obrządku, odprawianie nabożeństw w języku bułgarskim i w greckim rycie, przystosowywanie ksiąg liturgicznych stało się dla Zmartwychwstańców sporym wyzwaniem. Z wybitnych misjonarzy tamtego czasu należy wymienić ks. Tomasza Brzeskę, ks. Pawła Smolikowskiego, ks. Rafaela Ferrigno i ks. Łukasza Wronowskiego. Z biegiem lat Zmartwychwstańcami – co naturalne – stali się rodowici Bułgarzy, jak choćby ks. Józef Germanow i ks. Jan Garufałow, późniejszy biskup. Zgromadzenie w Bułgarii – mimo przeróżnych burz dziejowych i przerw z nimi związanych – trwa do dziś.

Kolejne wyzwanie nadeszło niebawem – praca w Stanach Zjednoczonych, w stanie Texas, od roku 1866. To właśnie tam, w osadzie Panna Maria, w listopadzie 1866 r., ks. Adolf Bakanowski założył pierwszą w historii szkołę podstawową w polskiej parafii w USA.

Praca w Texasie nie była jednak długotrwała. Najważniejszym ośrodkiem duszpasterskim na tych terenach stało się Chicago, gdzie pierwszą placówkę (parafia św. Stanisława Kostki) zgromadzenie objęło cztery lata później. Zmartwychwstańcy tamże z czasem – rozmnażając swój stan parafii - budowali szkoły, schroniska, zakładali bractwa i towarzystwa, przez co w znacznym stopniu przyczynili się do rozwoju Kościoła w Ameryce (Iwicki). Szkolnictwo było bardzo istotnym terenem ich pracy w USA, by wymienić choćby tylko Kolegium św. Stanisława i Weber High School – obie placówki w Chicago.

To właśnie na parafiach chicagowskich – liczących niejednokrotnie po kilkanaście tysięcy wiernych - ukształtował się wzorcowy model prowadzenia parafii – „wspólnoty wspólnot” - który przez lata był inspiracją także i dla polskich Zmartwychwstańców. Rozwój pracy duszpasterskiej w Stanach Zjednoczonych i stały – wysoki – poziom powołań utrzymywał się mniej więcej do lat 60. wieku XX. Z najbardziej znanych i zasłużonych kapłanów pracujących na tych terenach, należy wymienić niezmordowanego organizatora i pierwszego Prowincjała amerykańskiego Wincentego Barzyńskiego, wybitnego kaznodzieję i późniejszego Generała Zgromadzenia Władysława Zapałę oraz wydawcę i pedagoga Franciszka Gordona.

Nie sposób pominąć wielkich wysiłków duchowych i materialnych, czynionych przez amerykańskich Zmartwychwstańców, zwłaszcza w pierwszych dwóch dekadach XX w. a wspierających odzyskanie przez nasz Kraj niepodległości. Mając te trzy „tropy” działalności (kanadyjski, bułgarski i amerykański), łatwiej nam będzie zrozumieć wątek czwarty: polski, który właściwie rozpoczął się w pełni rozwijać dopiero w roku 1880, kiedy to we Lwowie Zmartwychwstańcy otworzyli internat dla młodzieży obrządku grecko – katolickiego i rozpoczęli pracę duszpasterską w tamtejszym niewielkim kościele przy ul. Piekarskiej.

Praca i osiedlenie się we Lwowie, ówczesnej stolicy Galicji, a nieco później w Krakowie, przypadła na czasy, kiedy Zgromadzenie było już doświadczone zarówno w pracy dla Emigracji, w pracy wychowawczej, jak i w pracy misyjnej i duszpasterskiej.

To doświadczenie procentowało znakomicie i w pracy na ziemiach zaboru galicyjskiej, nie mówiąc już o kilkupłaszczyznowej działalności na terenach wolnej Polski, gdzie pierwszą parafią, jaką objęliśmy była parafia św. Antoniego w Radziwiłłowie Mazowieckim (1920 r.). Z czasem doszły parafie w Poznaniu i Warszawie, a tuż przed wybuchem II wojny światowej - w Krakowie.

Nie dziwi więc fakt, że przez cały czas swego istnienia Zmartwychwstańcy cieszyli się uznaniem Stolicy Apostolskiej. Trzeba dodać, że od początku swego istnienia aż po pierwsze lata XX w. byli oni zaufanymi informatorami papieży Piusa IX i Leona XIII o prawdziwej sytuacji Kościoła pod trzema zaborami. W dowód uznania kilku z nich otrzymało nominacje na konsultorów różnych rzymskich Kongregacji (m.in. P. Semenenko, P. Smolikowski, S. Pawlicki), a samo Zgromadzenie mogło od roku 1866 prowadzić Papieskie Kolegium Polskie, które od razu stało się „kuźnią” przyszłych kardynałów i biskupów polskiego Kościoła.

Nie omijały Braci od Zmartwychwstania różnorakie kryzysy wewnętrzne, które udawało się jednak przezwyciężyć, by wymienić tzw. „kryzys Semenenki” z lat 40. XIX w., odejście ks. Józefa Hubego ze stanowiska Przełożonego Głównego (1855 r.), głośna sprawa związana z odejściem jednego z głównych reformatorów ks. Juliana Felińskiego, mająca w tle bezpośrednim postać bł. Matki Marceliny Darowskiej (ok. dziesięciu lat i zakończyła powrotem do Reguły ducha Jańskiego w roku 1880), a także tzw. „kryzys konstytucyjny” z roku 1902, kiedy to w opozycji do Generała – opowiadającego się ściśle za wskazaniami Stolicy Apostolskiej odnośnie nowego prawodawstwa zakonnego - stanęło wiele domów amerykańskich i nie tylko. Trudnymi datami „opatrznościowymi” dla Zmartwychwstańców były także lata 1873 (nagła śmierć w Rzymie Ojca Hieronima Kajsiewicza), 1886 (takaż śmierć w Paryżu ojca Semenenki), 1903 (opuszczenie misji paryskiej) i 1938 (odebranie zgromadzeniu prawa do prowadzenia Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie).

Nie brakowało przez ten czas postaci świetlanych, oddanych charyzmatowi, do których – poza wspomnianymi już kilkakrotnie Współzałożycielami – należeli o. Paweł Smolikowski, Walerian Kalinka, Stefan Pawlicki, August Mosser, Andrew Spetz, Jan Tyrałła, Jan Kasprzycki, abp Józef Weber, Tadeusz Olejniczak, Konstanty Czorba, pierwszy biskup – Zmartwychwstaniec (od 1922 r.) Salvatore Baccarini, Władysław Kwiatkowski i wielu innych.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej, w roku 1938, wszystkich Zmartwychwstańców było 388, mieszkali oni i pracowali w 37 domach we Włoszech, Austrii, Polsce, Bułgarii, Kanadzie i USA. Było to znakiem przejmowania nowych parafii, ośrodków kształcących młodzież i sporego zapotrzebowania Kościołów lokalnych na pracę zgromadzenia.





POLECAMY TAKŻE:




BADANIA - ARCHIWUM

DZIAŁ BADANIA NAUKOWE WYŚWIETLONO 43026 RAZY



PORTAL IRJP WYŚWIETLONO 1433809 RAZY



×